piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział I

Ta historia jest jeszcze nieznana nikomu. Skrywa ona pełno tajemnic i niemożliwych zdarzeń. A zaczyna się tak:

                             Londyn 1888r.

Wysoki mężczyzna przyodziany w czarny, elegancki garnitur z marynarką. z której wystawał złoty łańcuszek od zegarka, w białych rękawiczkach, stał nad grobem. Był on duży, wykuty z kosztownego, pięknego marmuru na którym widniały pozłacane litery:

           Joel Valerius Cartwright
               ur. 1.IX.1875r.
               zm. 14.XII.1888r.
            "Człowiek żyje tak długo,
             aż nie zginie po nim pamięć."

Stał tak przez pewien czas spoglądając to na zegarek, to na pomnik. Po chwili powiedział smutnym i pełnym żalu głosem:
- Już czas - po czym schował zegarek do kieszeni. - Żegnaj, Paniczu - odwrócił się i odszedł, nawet nie zerkając za siebie.

                       Londyn 2014r.

Na boisku stało pięć osób. Rozgrywający, rzucający, obrońca, niski skrzydłowy, silny skrzydłowy, środkowy Trzy dziewczyny i dwóch chłopaków. Po za boiskiem stał trener, który nie spuszczał z nich wzroku. Ubrani byli w strój koszykarski. Koszula była w biała a rękawy błękitne, tak jak spodenki. W lewym górnym boku koszulki widniała flaga Wielkiej Brytanii. Buty były koloru czarnego.
Dziś trenują przechwytywanie i celność do kosza.
- Hej! Podaj mi! - Krzyknęła brązowo włosa dziewczyna o srebrnych oczach. Miała już lekkie rumieńce na bladej twarzy ze zmęczenia.
Dziewczyna krzyknęła w stronę czarnowłosego, wysokiego chłopaka o szczupłej sylwetce. Biegł tak jak ona w kierunku kosza bramki tylko, że ona była bliżej. Bez wahania podał jej piłkę a ona pięknie to przyjęła. Zaczęła biec coraz szybciej. Sprytnie wykiwała obrońcę, po czym celnie rzuciła do kosza. Gra szła dość gładko. Coraz lepiej wychodziło im podawanie do siebie, a także zaczęli obmyślać nowe taktyki.Trener był bardzo z nich zadowolony.
Po pół godzinie ciężkiej gry skończyli. Usiedli na ławce, na podwórku, żeby odpocząć. Jedni poszli od razu się umyć i przebrać, a drudzy postanowili, że wywietrzeją na podwórku, a w domu się umyją i przebiorą.
- Magda? - Zaczęła jedna z dziewczyn.
- Tak?
- Postanowiłaś do  jakiej szkoły się wybierasz?
- Tak, do tej co wy. Słyszałam, że matematyka nie jest w niej aż tak ważna. - Zaśmiała się.
- Super! - Ucieszyły się.
Jedna z dziewczyn miała do pasa ciemne brązowe włosy i piwne oczy. Miała lekko opaloną skórę. Druga zaś miała czarne włosy sięgające jej do ramion. Miała brązowe oczy i trochę ciemniejszą cerę od nich. Obie były tego samego wzrostu, czyli m 70.
- Ann, słyszałam, że jesteś świetna z matmy. To prawda? - Spytała się Magdalena.
- Nie jestem świetna. Po prostu lubię ten przedmiot, a co?
- Wiesz, tak dawno nie było mnie w szkole i jestem strasznie do tyłu..., a po za tym jestem beznadziejna z matematyki. Więc gdybyś miała czas, żeby pokazać mi co i jak... Byłabym wdzięczna
- Tak kiepska jesteś? - Zdziwiła się .
-Tak.
- Ale myślałam, że ty się uczyłaś przez ten czas w domu.
- Uczyłam się, ale wiesz jak to trudno samemu. - Spojrzała na nią błagalnym wzrokiem. Brązowo włosa ciężko westchnęła.
- Dobrze. Jak znajdę czas to ci pomogę.
- Na pewno jej pomożesz - szturchnęła ją ramieniem Jo.
- Wiem - Zaśmiała się Ann.
- Magda, a kiedy przeprowadzasz się do tej... posiadłości? - Spytała Jo.
- Co? To wam jeszcze nie mówiłam. Mieszkam tam już od ponad tygodnia - Powiedziała zdziwiona dziewczyna.
- Co? - Jęknęła Ann. - Czemu nam jeszcze nie powiedziałaś?
- Wybaczcie - uśmiechnęła się - chyba wyleciało mi z głowy.
- To kiedy możemy cię odwiedzić? - Spytała się Ann.
- Kiedy chcecie - Uśmiechnęła się Magda.
- Jo - zawołał nagle czarnowłosy chłopak, który stał tuż za nimi - mama każe ci iść do sklepu.
- Po co?
- Chce żebyś kupiła jej mleko.
- Ty nie możesz?
- Ja jestem już umówiony z kimś, więc nie mogę.
- Ale ja nie mam pieniędzy.
- Właśnie widziałem - powiedział wyjmując z dżinsów mały, czarny portfel, po czym rzucił go do niej.
- Nick, ty świnio, grzebałeś mi!
- Mam do tego prawo, i nie wyzywaj mnie - pogroził jej palcem.
- Do zobaczenia - zwrócił się do Ann i Magdalen.
- Cześć  - powiedziały równocześnie dziewczyny po czym odszedł.
- Ech... Muszę już iść - Westchnęła rozczarowana Jo - Cześć - Pożegnała się i poszła.
- Pa - Powiedziały za nią. Ann spojrzała na zegarek.
- Już późno. Ja też muszę się zbierać. Pa
- Pa - pożegnały się po czym poszła.
Magdalena siedziała sama na ławce, spoglądając na niebo. Słońce już powoli chowało się za horyzontem, a niebo przybierało koloru czerwono-pomarańczowego. „Ładny widok – pomyślała – można by było siedzieć tak do rana”. Dziewczynie niespecjalnie spieszyło się do domu. I tak nikogo by tam nie zastała. Jest jedynaczką, a jej rodzice pracują do późna. Po chwili myślenia wstała z ławki i skierowała się w stronę domu. Mimo, że jej się nie śpieszy, to i tak niebezpiecznie jest chodzić samemu wieczorem po mieście. Kto wie, co może się wydarzyć...
Po długim spacerze, znalazła się na terenie posiadłości. Można by rzec, że robi wrażenie. Do posiadłości prowadzi długa, szeroka, kamienna droga, która łączyła się z wielkim rondem. Na środku stała wielka fontann. Była w kształcie koła, a w środka stała kolumna, z której odchodziły kolejne koło. Woda płynęła spokojnie z góry do doły . Z ronda prowadziła ciąg dalszy drogi do schodów posiadłości. Przy bokach drogi co 4-5 metrów wyrastało drzewo. Po jednej i po drugiej stronie, za drzwiami było wielkie pole, na którym rosła tylko trawa. Za domem był wielki ogród bez kwiatów. Było w nim pełno kamiennych ścieżek i niezadbanych krzaków. Pewnie gdyby się o nie zadbało, to by ładnie to wyglądało. Dom był ogromny.  Drzwi były wielkie, stare i podwójne. Miał też strasznie dużo okien. Niektóre części domu zostały odnowione. Wyglądał to jak dom neandertalczyk. O tej porze dnia wyglądało to upiornie, ale gdyby świeciło słońce to i tak nie wyglądałoby to lepiej.
Magdalen skierowała się do głównych drzwi. Kiedy weszła, to od razu zapaliła światło w głównym holu. Na odnowionych ścianach wisiały tylko stare, obrazy. Na przeciwko głównych drzwi znajdowały się duże, szerokie schody, które rozchodziły się na lewe i prawe skrzydło. W pomieszczeniu znajdowały się jeszcze dwie pary drzwi. Jedne na lewej stronie, a drugie na prawej stronie. Jej rodzice nie chcieli, żeby był taki pusty, więc położyli duży, brązowy dywan, kanapę i niewielki stół, żeby każdy mógł tu przebywać. Na suficie wisiały dwa, duże żyrandole. Elektrycy musieli tylko wymienić kilka żarówek i ponaprawiać niektóre kabelki, aby działały. Są bardzo stare, pochodzą aż z XIX w. Tak właściwie to, tą posiadłość odziedziczyli, gdyż ojciec Magdaleny jest arystokratycznie powiązany z rodziną, która tu kiedyś mieszkała. Ponoć była bardzo sławna. Dom należał do pewnego chłopca, który zmarł bardzo młodo z nie wiadomo jakiej przyczyny.
Zmęczona dziewczyna od razu skierowała się do swojego pokoju na górze. Jej pokój był duży. Stało tam duże, wygodne łóżko, dwie szafy i półka z książkami. Na szafkach stały różne rzeczy, jak skarbonka, pudełeczka, zdjęcia z jej rodziny, pozytywka. Miała też własną łazienkę z wanną i prysznicem. i duży balkon, który wygląda tak samo jak reszta balkonów w tej posiadłości.
Magdalena poszła się od razu umyć. Kiedy wyszła przypomniała sobie, że jej tata kiedyś mówił, że tylko prawe skrzydło domu zostało odnowione, lewe zaś zostało prawie nie naruszone. Budowlańcy stwierdzili, że jest w dobrym stanie, więc wystarczy, że zatrudni się tylko serwis sprzątający i będzie po sprawie. Rodzice Magdy, jeszcze tam nie wchodzili, więc się jeszcze bardzie tym zaciekawiła. Jak się ubrała, od razu skierowała się do lewego skrzydła, który skrywał pełno strasznych  tajemnic i niespodzianek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz